Osobista radocha z recesji
10:03 3rd October 2008

Zacznijmy od podstaw - od USA wieje takim chłodem ekonomicznym, że nawet nam za wielką wodą zaczynają powoli puszczać nerwy. A wiadomo, że jeśli Ameryka złapie katar to reszta świata łapie poważne przeziębienie. Nadchodzi kolejna recesja i będzie tym razem ścinać nie tylko dotcomy ale banki, korporacje i wielkich tego świata…
Podobnie jak prawie 10 lat temu wszystko zaczęło się od chciwości. Ludzie uwierzyli, że prosto łatwo i przyjemnie można zbić fortunę na spółkach nowych technologii. Obecnie skok na kasę wykonały banki wraz a w sukurs przyszła im branża nieruchomości. Amerykańska gospodarka oparta na konsumpcji doznała szoku bo konsumentom skończyła się kasa. Ludzie zjedli swoje kredyty mieszkaniowe. Dosłownie.
Zanim specjaliści wyjaśnią do końca co się stało w USA (bo powyższe składowe, które wywołały kryzys są mocno uproszczone) my możemy być pewni, że tsunami dotrze i do nas, Od prawie roku polska giełda raz po raz wali głową w dno i nie widać aby miało to się zmienić szybko.
Globalny kryzys popsuje i tak już bardzo złe notowania większości spółek giełdowych. Będzie bida. Może to będzie największy kryzys od 100 lat? A może to w ogóle kryzys naszej cywilizacji technicznej? Może właśnie na naszych oczach kona stary porządek i rodzi się NOWE?
Nie mam pojęcia. Nie dbam o to bo po prostu taka sytuacja mnie cieszy. Dlaczego? Bo będzie może wreszcie odtrąbić erę “web 2.0″. Wreszcie będzie można mocno ściągnąć cugle i schłodzić głowy polskich pseudo inwestorów. Zamiast poszukiwań “kolejnej naszej-klasy” będzie trzeba myśleć jak zarządać firmą w sytuacji kryzysowej.
Przetrwają najsprytniejsi, najsprawniejsi i ci z dużym zapasem gotówki zaoszczędzonej na czarną godzinę. Oddzielmy owce od baranów - jak w czasie bańki 1.0. Co nie zabije twojego interesu sprawi, że będziesz silniejszy i przetrwasz kiedy inni będą padać jak muchy. Padnie kilka czołowych i znanych biznesów w innych zaczną wychodzić braki strategii i umiejętności kadry zarządzającej.
Biznes plany bez racjonalnego modelu biznesowego będą przybijane 5-cio centymetrowym gwoździem do czoła autora. Podobna kara będzie groziła za domeny w stylu “foooteczka”, “kuuulerek” czy “bzdrooom”. Za samo stwierdzenie “mam pomysł na nowy serwis interenetowy” będzie można zostać obitym na ulicy w biały dzień.
Skończą się blogosferowe przepychanki, wątpliwe nawoływanie “pokażcie swoje pomysły a damy wam 1 mln złotych”, wyścigi kto pierwszy zrobi kopie kopii i sprzeda ją naiwnemu i głupiemu inwestorowi. PARP zacznie 10 razy oglądać pieniądze zanim odda je funduszom a te w końcu zamiast siedzieć i liczyć ile już mają na koncie zaczną myśleć jak zainwestować aby zyskać.
Źywot zakończą bootstrapy, barcampy, aule i inne spotkania “cyber branży” - nie będzie startupów, nie będzie tematów do spotkań. Młodzież zamiast tracić czas na gadaninę o usability i pozycjonowaniu znowu zacznie pić piwo i chodzić do klubów aby się wyszumieć. W końcu paru informatyków zauważy kobiety i może się zakocha się.
Hasło “start-up” w końcu odzyska swoją cześć - nie będzie oznaczało projektu na serwetce grupki studenciaków, którym się wydaje, że znając HTML umieją już wszystko. Pójdą pracować do korporacji i będą dziękować jeśli pensja wpłynie 1-go zamiast marzyć o wirtualnych milionach.
VC / aniołowie biznesu / prywatni inwestorzy zamiast wydawać głupio (bo nie można nazwać inwestowaniem tracenia kasy) w nadziei, że kolejna dwójka nastolatków z “byznes planem” zrobiła coś co zdetronizuje Google pryśnie.
Przedszkolaki (z obu grup) wrócą do przedszkoli i przestaną spamować fora serwisów społecznościowych swoimi “cudownymi pomysłami” i prośbami o nadsyłanie biznes planów. Autorzy “Ratlerków” i innych tego typu pomysłów będą wyrzucani na pysk zanim zdążą się przedstawić.
To co nastanie po tym jak opadnie woda i zaświeci słońce to powrót do podstaw - znowu okaże się, że nie ma darmowych obiadów, projekty muszą mieć finansowania, nie można zrobić portalu na skrypcie z Allegro. Gazety zamiast podliczać założycieli serwisów z ich nie zarobionych wirtualnych gór złota zajmą się informacjamia kto splajtuje następny.
Zamiast lalusiowatych prezesików bez wizji i wiedzy do łask wrócą starzy, sprawdzeni menadżerowie: uzdrawiacze firm, kadrowi bez skrupułów potrafiący zwalniać grupowo oraz dyrektorzy finansowi potrafiący budować prawidłowo budżet firmy.
Tak mniej więcej wyglądał świat po “wielkiej bańce 1.0″. Tyle, że wtedy rozjechanych zostało raptem kilkadziesiąt firm ze średnio kilkunastomilionowymi budżetami. Nikt nie płakał po Webvanie. Teraz kryzys uderzył w banki - firmy które same mają i dają innym kasę. Kto im pożyczy forsę na przetrwanie?
Nie mam pojęcia. Nie interesuje mnie to. Ja w końcu będę mógł przestać pisać tego bloga, zmienię branże i zacznę jak planowałem kiedyś hodować psy rasy Husky gdzieś na Mazurach gdzie komórki nie mają zasięgu a internet mylony jest przez miejscowych z internatem. Wyrzucę komputery, pokasuje konta i zacznę znowu czytać książki a nie kanały RSS.
A może znowu nam się upiecze i za jakiś czas zaczniemy podniecać się kolejnymi nowymi, wspaniałymi projektami, web X.0, mobilnymi społecznościami przedszkolaków czy serwisami online dla kanarków?
Stawiam na to drugą opcję - chciwość i głupota ludzka są nieskończone. Amen.
Dlaczego Inteligo ma mnie w d..pie?
9:06 16th September 2008

Od razu odpowiem - nie wiem ale nie będę czekał aż po raz kolejny kiedy będę akurat potrzebował skorzystać z karty tego banku albo dokonać operacji za pomocą strony www okaże się, że jest to niemożliwe. Moja cierpliwość się wyczerpała…
Uciekłem daleko od kraju (lub tak mi się wydawało) ale i tu dopadła mnie karząca ręka polskiej myśli technicznej. Zamiast pić drinki z parasolką musiałem mentalnie wrócić do Polski i jej pięknych zwyczajów obsługi klienta rodem z PRL.
Wyznanie frustrata - z Inteligo korzystam już od ponad 6 lat. Na samym początku uległem czarowi kampanii, która głosiła, że w nowym banku nie będzie fundowania marmurowych schodów ani wysokiej pensji dla prezesa. Od tamtego czasu moje wymagania dotyczące instytucji bankowej zmieniły się - potrzebowałem np. wyrobić sobie kartę kredytową.
Wtedy nadziałem się po raz pierwszy - Inteligo działa jak komputer i podobnie jak w skeczach z “Little Britain (“computer says noooo”) jeśli komputer mówi, źe nie moża to nie można. W moim przypadku nie można było uzyskać zgody na wyrobienie karty kredytowej ponieważ dla Inteligo moje przychody względem wydatków były za małe tzn. jak każdy w Polsce prowadząc działalność gospodarczą starałem się unikać generowania wysokich przychodów. Dla banku była to informacja, że jestem mało wiarygodnym klientem.
Moment! Przecież Inteligo zostało kupione przez PKO BP! Naiwnie zwróciłem się więc do PKO BP z takim samym wnioskiem. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że dla PKO BP Inteligo jest takim samym ciałem obcym jak każdym inny bank - moja historia i wyciągi z konta nie są dla nich wiarygodne, no chyba, że założę sobie konto ROR w PKO BP.
Pamiętajmy, że mówię już o okresie kiedy oba systemy bankowe zostały połączone (w wyniku czego przez ponad 24 godziny Inteligo nie działało). Czyli co jest do cholery? Jeden z największych polskich banków po wchłonięciu innego podmiotu finansowego nie potrafi sprawnie go obsługiwać?
Najwyraźniej tak. Co więcej - do tej pory aby dokonać wpłaty na konto Inteligo w PKO BP muszę znać swój numer konta. Fajnie nie? Bo każdy chodzi po ulicy ze swoim numerem konta. W ING mogę wejść z dowodem osobistym. W PKO BP / Inteligo to nie wystarcza.
Co więcej - czas potrzebny do zaksięgowania wpłaty dokonanej w PKO BP na rzecz podmiotu w Inteligo trwa czasmi kilka dni. Mój rekord - 4 dni. Ten sam bank? Ten sam system? Ha ha ha. Dobre sobie.
Nie wiem dlaczego ale pomimo tych całkiem sporych niedogodności cały czas lubiłem Inteligo. Od takiego w końcu Mcbanku nie oczekuje się wiele - żeby działał, przyjmował zlecenia i dawał się obsługiwać przez www. W przypadku Inteligo jest zadania przekraczające jego możliwości operacyjne.
Od roku czasu coraz częściej w Inteligo zdarzają się “prace konserwatorskie” - szczególnie w godzinach 24.00 - 3.00. Parę razy zdarzyło mi się skorzystać w tych godzinach z bankomatów aby stwierdzić, że moja karta nie działa a moje pieniądze są dla mnie nie osiągalne.
Zazwyczaj wtedy ratowałem się kartami innych banków i zapominałem o całej sprawie. Aż do teraz kiedy Inteligo zafundowało mi jazdę bez trzymanki.
Zadzwoniła do mnie Pani z Infolinnii (wydaje mi się, że w Inteligo nie ma pracowników a tylko przeszkoleni pracownicy infolinnii ale o tym za chwilę) i poinformowała, że moje konto przestaje działać z powodu listu od Urzędu Skarbowego który domaga się ode mnie 250 pln za coś.
Piszę “za coś” poniewaź będąc poza granicami Polski nie mogę odebrać listu z poczty i sprawdzić czy US domaga się ode mnie czegoś słusznie. Tym nie mniej Inteligo wypowiada mi możliwość korzystania z debetu a ponieważ na rachunku nie ma wystarczającej kwoty do pokrycia debetu konto jest zamrożone. Pamiętajmy - chodzi cały czas o 250 pln. Słownie: dwieście piędziesiąt nowych polskich złotych.
Pikanterii dodaje fakt, że oczywiście na innych subkontach i kontach mam środki do pokrycia “długu” wobec US - wystarczyło dokonać manualnie przelewu przez kogoś z banku za moim przyzwoleniem.
Inteligo działając w swoim przekonaniu prawidłowo najpierw zablokowało a potem poinformowało. Jak na filmach - najpierw strzelają a potem pytają o nazwisko. Cudo!
Wyznań frustrata ciąg dalszy - jestem klientem Inteligo od ponad 6 lat. Konto firmowe założyłem 3 lata temu. Płacę jak wszyscy inni klienci za przelewy, wydane karty, debety i inne pierdoły. Spodziewałem się, że jako a) klient korporacyjny b) klient z długą historią c) klient obracający sporymi kwotami na swoim koncie jestem dla tego podmiotu (bo przestaje o nich myśleć jako o banku) coś warty.
Czy moje pieniądze śmierdzą drogie Inteligo?
Wyjaśnię może powód mojego wkurzenia - otóż z konta firmowego dokonuje różnych operacji (jak sama nazwa wskazuje) firmowych. Rozlilczacm się z Urzędem Skarbowym, Płacę ZUSowi jego dolę. Inteligo blokując mi konto firmowe w sytuacji kiedy nie mogę nic zdziałać telefonicznie (wyobrażacie sobie załatwienie tej sprawy z US za pomocą telefonu bez znania np. numeru sprawy? Ja nie) zablokowało mi możliwość jakiegokolwiek działania.
Na przykład dokonania arcyważnej transakcji zakupu huty stali za kilkadziesiąt milionów złotych. Albo sprzedaży któregoś z moich pomysłów (na papierze) któremuś z VC. Pytanie z gruntu prawnego - czy mógłbym pozwać Inteligo za brak możliwości przeprowadzenia takiej transakcji? Chętnie bym ich za coś pozwał dla zasady.
Nic nie pomogły wyjaśnienia, że nie mogę teraz pojawić na poczcie, odebrać list, sprawdzić o co chodzi, wyjaśnić sprawę z US. Komputer (bo tak mi to zostało przedstawione przez Panią z Inteligo) stwierdził, że jestem nygusem, prostym oszustem i nie śmierdzę groszem więc nie warto mi dawać opcji debetu (na 2 tys. pln!) bo a nóż zrobię sobie operację plastyczną i wsiąknę w półświatek gangsterski albo zbuduję za tę kasę prom kosmiczny i ucieknę na Aldebarana.
Okej, zacisnąłem zęby, znalazłem kawiarenkę z netem i wpłaciłem różnicę debbetu jaki został mi z konta ściągnięty. Dzwonię. Pani z Infolinii mówi, ża fakt kasa doszła ale debetu mi nie przywrócą. Dlaczego?
Computer says noooo. Wkurzony, wygłaszam tyradę o braku kompetencji osób z infolinii, całego banku i firmy. Pani z Infolinii po wysłuchaniu mówi czy to wszystko i czy jakoś może mi pomóc. Odkładam słuchawkę i zaczynam krzyczeć na przemian śmiejąc się.
W skrócie dla tych, których zmęczyło czytanie całości - dlaczego nie warto korzystać z pseudo usług pseudo banku Inteligo:
> To nie jest żaden bank ale sterowany zero-jedynkowo sklepik z produktami finansowymi bez żadnej gwarancji ich dotrzymania. Zawiodą Cię kiedy będziesz najbardziej potrzebował ich pomocy.
> Infolinia obsysa na maksa. W godzinach nocnych oczekiwanie na “konsultanta” trwa kilkanaście minut (co oni tam robią? Grają w bierki? Uprawiają seks tantryczny?),
> Przelew dokonany w oddziale PKO BP dojdzie na Twoje konto w Inteligo w czasie paru dni. Widocznie kasa między PKO BP a Inteligo jest nadal wożona w dyliżansach.
> Bardzo trudna procedura uzyskania karty kredytowej. Zasadniczo niemożliwa do przejścia. A taka karta bardzo się przydaje jeśli chcesz poza granicami Polski wypożyczyć samochód, zrobić zastaw za sprzęt do nurkowania itd.
> Brak innych rozsądnych produktów poza ubezpieczeniem PZU (jednym z droższych na rynku)ś
> Po połączeniu z PKO BP stali się zwykłym bankiem tyle, że bez żadnej obsługi “offline” jak Mbank.
> Duża liczba awarii, napraw, konserwacji systemu - szczególnie w nocy.
> Poza granicami kraju zdarza się, że karty są odrzucane przy realizacjach. Jedziesz na wakacje? Weż lepiej inne karty oprócz Inteligo.
Mam nadzieję, że powyższy wpis wplynie na decyzję tych, którzy się wachają nad wyborem konta w tzw. wirtualny banku ale właśnie chcą go zmienić (tak jak ja).
Innymi słowy - ludzie, uciekajcie z Inteligo! Mnie zniszczyli urlop swoją głupotą, narazili na wydatki (w sumie około 1h via GSM z Australii do Polski) oraz zniechęcili do korzystania z bankowości internetowej na jakiś czas.
Może ktoś mi poradzi i podpowie - jaki inny bank wybrać? Taki co nie daje ciała, jest wiarygodny i można rozmawiać z ludźmi a nie cyborgami? Są takie w Polsce? Hę?
Down Under
11:23 2nd September 2008
Mój brak aktywności na blogu wynika z paru czynników - złośliwości przedmiotów kultowo-martwych oraz długo odkładanego urlopu, który wygnał mnie na drugi koniec świata. Będzie zatem o kulcie białych przedmiotów, perypetiach z serwisowaniem Apple’a w Polsce oraz trochę o Antypodach…
W pierwszych słowach mego wpisu przepraszam za brak grafiki ilustrującej wpis - niestety cały czas próbuje dostć się mój serwer FTP :)
Mój MacBook doznał chwilowej niemocy wskutek uszkodzenia kontrolera dysku twardego oraz samego twardziela. Piszę tym z dużym dystansem ponieważ pierwotnie usłyszałem, że objawy awarii wskazują (według osoby z serwisu) na uszkodzenie karty grafiki czyli konieczność wymiany całej płyty głównej co niesie ze sobą koszt około 2500 pln.
Zatkało mnie powiem szczerze. Zacząłem patrzeć na swojego maczka jak na kawał bardzo, bardzo drogiego plastiku. Moja żona z pobłażaniem pokazywała mi podczas wizyty w Euro RTV AGD, że można tam kupić zwykłego laptopa (siemiermiężnej i topornej) firmy Acer za 1200 pln brutto. 1200 pln brutto! To cztery razy mniej niż kosztował 1.5 rok temu mój cudowny, biały Apple!
Perspektywa wydatku przekraczająca obecną wartość mojego MacBooka uzmysłowiła mi, że być może jednak padłem ofiarą kultu szalonych i bogatych świrów, którzy wszem i wobec wiebią białawe produkty Jobsa, zatajając fakt, że w działaniu podobne są parasolek jednorazowych po burzy.
Dumałem tak dobre 2-3 dni i poważnie zastanawiałem się nad powrotem (jak to nazwać - “switch back”?) na PC skoro Apple zawiódł na całej linii a w dodatku naprawa jego kosztuje w porównaniu do obecnych na rynku komputerów przenośnych.
Szczęście się do mnie jednak uśmiechnęło - w serwisie zdiagnozowano, źe zamiast grafiki poleciał mi “tylko” twardy dysk. Zamiast pierwotnej sumy 2,5 tys. pln zapłaciłem 960 pln brutto za doprowadzenie laptopa do porządku w tym wymianę dysku (z powiększeniem pojemności z 60GB do 160GB). Humor mi się lekko poprawił, nie powiem.
Część danych przepadała, większość dzięki korzystaniu z dwóch komputerów (laptop i stacjonarny desktop) dała się odzyskać. Nie zdążyłem zrobić back-upu całego systemu (chociaż w ramach przygotowań do urlopu kupiłem 750 GB dysk zewnętrzny) więc cała instalka Windows poszła do nieba.
Próbując ją już po naprawie postawić okazało się, źe Mozilla i jakieś 90% programów jakie miałem zamiar zainstalować po prostu nie dają się w środowisku Windows zainstalować.
Dziwny komunikat wskazuje w większości na uszkodzenie plików albo (w przypadku FF) po uruchomieniu natychmiast się wysypuje i zamyka. Ot mała zemsta Windows na Apple.
Po trzeciej reinstalacji Tigera i Windows doszedłem do wniosku, że widać było mi pisane aby w końcu przestać korzystać z Microsoftowych wspomagaczy. Cóż lepiej póżno niż w cale. Moje finałowe “przejście” z PC na Mac OS dokonało się w końcu - obecnie mam Parallels Desktop ale tylko żeby otworzyć jakieś upierdliwe pliki made by Windows (co się zdarza - szczególnie jeśli chodzi o Excela i jego nową wersję Vist’ową - krzaczy się to pod Mac OS jak cholera).
Szczerze? Nawet nie bolało. Szybko odnalazłem fajnego klienta FTP, program do zarządzenia plikami (w tym skanami wizytówek), soft do zarządzania hasłami, wygodny i prosty program do obróbki zdjęć i całą masę darmowych (!) programów. Spowoduje to na pewno trochę problemów (w domu pracuję na zwykłym PC) ale cóż, będę musiał z tym żyć.
Po rozwiązaniu problemów sprzętowych nadszedł czas na spakowanie się na dłuższy wyjazd. Ponieważ stałem się świeżym miłośnikiem fotografowania więc do standardowego zestawu laptop + komórka doszedł kolejny plecaczek ze sprzętem do cykania fot. Po wstępnym zapakowaniu całości sprzętu elektronicznego okazało się, że same kable i kabelki sprzęrowe wymagają osobnego spakowania - a gdzie ubrania, buty, śpiwory?
Okazuje się, że aby oddalić się na wypoczynek trzeba zabrać ze sobą narzędzia do komunikacji ze światem - mit o wakacjach bez komórki i laptopa padł kilka dni po wylądowaniu kiedy to okazało się, źe mój McBank czyli Inteligo zablokował mi konto i musiałem telefonicznie prowadzić dłuuugie negocjacje (nie chcę zgadywać ile mnie to będzie kosztowało..) w sprawie przywrócenia możliwości korzystania z własnych pieniędzy. Crap.
Co do samej podróży - jestem obecnie na antypodach zachodniej cywlizacji otoczony przez narkotyczne miśki oraz dużą rodzinę torbaczy. Mam zamiar powęszyć ti trochę i wrócić przez pierwszymi śniegami do kraju wierzb, bigosu i ruchu po prawej stronie (nigdy, przenigdy nie uwierzę, że można się nauczyć tak jeździć!).
Acha - temat Polski wpadł mi w oko już w miejscowym pociągu za sprawą śmieciowej, darmowej gazety. Artykuł w kontekście którego pojawia się słowo “Poland” traktuje o premierze 3G Iphone’a w Australii i przytacza przykład Polski jako kraju w który nie dość, że nikt nie chciał płacić za ten cudowny telefon w przedsprzedaży to w dodatku ludzie stojący w kolejkach byli aktorami.
Belysio umobilni społeczności?
8:25 14th August 2008

Wykorzystanie technologii mobilnej w społecznościach fascynuje mnie i sprawia, że na każdą informację o nowym pomyśle czy start-upie biegnę aby sprawdzić czy tym razem doczekam się przełomu. Jak na razie nic tego nie zapowiada - nawet w legedarnej Dolinie z krzemu nic ostatnio się nie urodziło (czy sfinansowało) w temacie social & mobile…
Tym fajniej jest móc podzielić się z Wam informacją, że w mieście Wrocławiu, gdzie onegdaj komisarz Eberhard Mock topił swe demony w kuflach piwa (naprawdę nie wiem skąd takie nawiązanie, chłodne piwo - ciepły dzień w biurze…hmmm…) powstaje nowa firma z softem i ambicjami do międzynarodowej ekspansji.
Aby dowiedzieć się trochę więcej niż w oficjalnych newsach PRowych poprosiłem o udzielenie odpowiedzi na parę pytań Grzegorza Jabłońskiego jednego z pomysłodawców Belysio:
AK74 - Grzegorzu, znając dane dot. korzystania z mobilnego internetu nie tylko w Polsce ale i na świecie można śmiało stwierdzić, że mobilne serwisy społecznościowe nie są na razie masowo odwiedzane. Liczycie na efekt “stopy w drzwiach” kiedy rynek się rozwinie? Bo teraz nie możecie liczyć na miliony użytkowników..
Grzegorz Jabłoński - Najkrócej mowiąc: liczymy na to że rynek rozwinie się znacznie w ciagu roku-dwóch lat. Obecnie, porównujemy sytuację dostępu do Internetu w telefonach do sytuacji na rynku komputerów domowych sprzed 10 lat, kiedy Internet w Polsce dopiero sie upowszechniał. Wówczas liczyliśmy wysłane bajty i zapłacone za to złotówki, pewną egzotyką były komunikatory typu ICQ, a Gadu-Gadu bylo jeszcze programem do wysyłania darmowych SMSów.
Obecnie, iPhone otwiera nowy etap, gdzie telefon bez stałego dostepu do Internetu ma coraz mniejszy sens. Chcemy wstrzelić się w ten moment, dlatego zaproponowaliśmy internetową ‘nakładkę’ na tradycyjne telefony, których coraz lepsze możliwości ciekawego wykorzystania Internetu są wciąż niewystarczająco wykorzystywane.
AK74 - Jak wyglądała historia powstania projektu Belysio? Siedzieliście nad softem dla banków i z nudy zaczeliście pisać coś dla siebie?
GJ - Nie jesteśmy typowym projektem ‘garażowym’. Belysio jako koncept rozpoczęło się na przełomie 2006 i 2007 roku. Byliśmy wówczas, pod nazwą Mareon, firmą-córką niemieckiego banku, który był zarazem odbiorcą naszego oprogramowania. Szefostwo naszej firmy, wraz z załogą, postanowiło odłączyć się od banku i założyliśmy firmę Elysio.
Mieliśmy w głowach wizję produktu który miał wzbogacić funkcjonalność telefonu komórkowego - postanowiliśmy więc przeznaczyć część zasobów firmy na jego prototypowanie i rozwój, dalej robiąc inne projekty. Tak rozwinęła się pierwsza wersja Belysio. Gdy pozyskaliśmy inwestora, Belysio zostało wyodrębnione jako osobna firma.
AK74 - W projekcie ważni są ludzie - możesz powiedzieć coś o zespole? Grupa dobrych znajomych czy raczej pasjonaci zespoleni jedną wizją?
GJ - Belysio tworzą ludzie którzy pracują ze sobą od dawna, i mają doświadczenie w tworzeniu oprogramowania. Prezesem firmy jest niemiec Andreas Bauer, uprzednio prezes Elysio, z którym pracujemy we Wrocławiu od niemal 10 lat.
Dyrektorem technicznym jestem ja. wspólnie z Andreasem jestesmy autorami koncepcji produktu. Załoga to kilku doświadczonych programistów, którzy uwierzyli w ideę belysio, która wspólnie realizujemy.
AK74 - Słówko o MCI. Na jaki etapie was odnaleźli? Czy oprócz strony finansowej dostajecie coś od funduszu T. Czechowicza?
GJ - To my odnaleźliśmy MCI, ponieważ potrzebowaliśmy środków na rozwój produktu. Był to wówczas mocno zaawansowany prototyp. MCI pomaga nam zarówno finansowo jak i operacyjnie.
AK74 - ….skoro pomysł był fajny i w niego wierzycie to warto było sprzedawać się już na starcie?
GJ - Tak. W naszym wypadku było to niezbędne. Tworzenie systemu na telefony komórkowe wymaga o wiele więcej nakładu niż stworzenie ‘zwykłego’ portalu WWW, wymaga też bardziej doświadczonych inżynierów. Ponieważ technologia jest tutaj ’spowalniaczem’ wzrostu, potrzebujemy też zabezpieczenia na nieco dłuzszy czas.
AK74 - Na co liczycie? Chcecie zdobyć rynek serwisów spolecznościowych zachodni czy polski? Domena, domyślna wersja językowa wskazuje, że Waszym celem są rynki niemiecki i anglojęzczyne.
GJ - Naszym celem jest przede wszystkim Europa. Ponieważ nasi uzytkownicy potrzebują odpowiedniego telefonu, jestesmy w stanie dotrzeć do mniejszej części rynku niż w przypadku portalu WWW. Potrzebujemy więc wiekszego rynku.
Polska jest naszą pierwszą, naturalną lokalizacją (poza ‘międzynarodową’ wersją angielską). Jesteśmy świadomi, jakie mamy tu braki, dlatego ciężko pracujemy nad pełną lokalizacją strony w języku Polskim. Zapewne następna w kolejce będzie niemiecka wersja językowa.
Mamy nadzieję, że Belysio jako użyteczne narzędzie (baza kontaktów, komunikator, email) będzie lepiej propagować się pomiędzy krajami niż ‘zwykle’ serwisy społecznościowe, które z założenia są bardziej lokalne. Zaskakuje nas jednak ilość rejestracji np z Indii - jest na drugim miejscu po Polsce!
AK74 - Co wyróżnia Belysio spośród konkurencji? Dlaczego mam korzystać z Waszego pomysłu a nie Aki Aki, MIG33 czy Brighkite?
GJ - Belysio jest najbardziej zintegrowanym serwisem wsód konkurencji. Belysio, przede wszystkim, może być wykorzystane czysto użytkowo, jako baza danych kontaktów, multi-komunikator lub klient email - zachowując przy tym cechy telefonu, czyli dzwonienie i wysyłanie SMSów.
Ponieważ jesteśmy portalem społecznościowym, nasze telefoniczne kontakty wbogacają się o zdjęcia, powiadomienia, profile, automatyczne aktualizacje - jednym słowem ‘ożywają’. Do tego mamy mozliwośc lokalizowania ich na mapie, znajdowania ludzi w pobliżu czy planowane niebawem publikowanie zdjęć bezpośrednio z telefonu.
Można powiedzieć że Belysio chce zastąpić menu telefonu w naszej codziennej komunikacjji z innymi, wzbogacając je o zupełnie nowe aspekty.
AK74 - Chcecie lokalizować użytkownika po stacjach bazowych - nie podłączycie się zatem do infrastruktury operatorów. Jak sprzętowo wygląda taki wybór - ludzie z modelami telefonów sprzed 2-3 lat mogą korzystać z takiej opcji?
GJ - Automatyczna lokalizacja po stacjach bazowych dostępna jest w tym momencie dla posiadaczy Nokii serii S60 (nawet tych sprzed 5 lat) oraz nowszych modeli SonyEricsson. W przypadku innych telefonów pozostaje zgrubna lokalizacja za pomocą wiadomosci CBS, lub lokalizacja ręczna.
Przykre jest to że całkiem nowe, wydajne telefony Nokii serii S40 nie zezwalają na dostep do żanych danych które umozliwiłyby lokalizację. Patrząc jednak na politykę Sony-Ericssona, gdzie każdy nowy telefon pozwala odczytać numer stacji bazowej, oraz rozwój usług lokalizacyjnych, wierzymy że to będzie się zmieniać - na naszą korzyść
AK74 - Jak w swoim zespole oceniacie iPhone? Rewolucyjne w swojej prostocie urządzenie czy marketingowy gniot dla metroseksualnych gadżeciarzy?
GJ - iPhone to rewelacyjny produkt. A przy okazji, totalny gadżet. Apple udowadnia że potrafi tworzyć produkty, które trwale odciskają się w kulturze masowej. iPhone jak nic innego otwiera epokę w której telefon staje się urządzeniem internetowym.
AK74 - Na pewno macie jakis model biznesowy. Liczycie na zysk z SMSów, podział przychodów z transmisji danych czy coś innego? Utrzymalibyście infrastrukturę bez dofinansowania VC?
GJ - Po pewnym czasie chcemy wprowadzić usługi płatne - zwłaszcza w dziedzinie szukania nowych znajomości, lub np. pobierania więcej niż jednego konta pocztowego. Mamy też nadzieje zagościć na stałe na ekranach telefonów, co umozliwi nam wyswietlanie reklam.
Finalnie, chcemy nawiązać współpracę z firmami które obecne sa w mobilnym internecie - chcemy pomóc im wygenerować więcej ruchu na ich mobilnych stronach, wzbogacając je np o lokalizację użytkownika, jak robimy to integrując lokalną wyszukiwarkę firm Google.
AK74 - Na koniec test. Przekonaj mnie do zarejestrownaia sie i korzystania z Twojego serwisu. Po co miałbym wejść do niego, co dostanę i na co mogę liczyć w przyszłości?
GJ - Belysio integruje kontakty - pozwala oddzwonic na odebrany email, kontynuować rozmowę telefoniczną przez Gadu-Gadu. Dla każdego kto podróżuje, jest niezastąpione aby pozostać w kontakcie ze elektronicznym światem. Belysio ułatwia korzystanie z mobilnych usług - lokalnego wyszukiwania, wikipedii, informacji lokalnych..
Z drugiej strony, Belysio pozwala szukać nowych znajomych, udostępnić swoje dane kontaktowe i lokalizację, a wkrótce, publikować spontaniczne zdjęcia czy krótkie teksty do znajomych. Belysio to zabawa, ale na poważnie
AK74 - Pracujecie tylko nad Belysio? Zamierzacie w przyszłości skonsumować swoje doświadczenia z działki mobilnej do tworzenia innych produktów?
GJ - To pytanie wykracza zbyt daleko w przyszlosc. Na razie koncentrujemy się na belysio.
Szukam szalonych programistów
22:24 12th August 2008

Poszukuję teamu(ów) developerskich do moich autorskich projektów webowych (tych starych i tych całkiem nowych). Interesują mnie osoby jak i małe grupy, dobrze się znające, lubiące twórczo rozwiązywać problemy i chcące uczestniczyć w autorskich i dość zwariowanych projektach…
Trochę się uzbierało tematów nad którymi chciałbym ruszyć z kopyta już na jesieni - przeczytaj poniższe wymagania jakie stawiam osobom, które szukam.
Opis po trosze zerżnąłem od Bartka więc proszę zerknąć jakie kwiatki wypisywali inni ludzie i nie mordować mnie, że szukam “kombajna bo kto tam zna CSS jeśli jest programistą PHP”. Nie uwierzycie może, ale zakodowanie czegoś w XHTML albo CSS rąk nie brudzi. Naprawdę.
Kogo poszukuję i z kim chciałbym pracować?:
# Z osobami, które lubią wyzwania, chcą się rozwijać i uczyć nowych rzeczy.
# Bardzo dobrze znają JavaScript. Potrafią poprawnie zakodować XHTML i CSS.
# Tworzą dobrej jakości kod i potrafią stworzyć dokumentację techniczną
# Bardzo dobrze znają PHP5+OOP.
# Potrafią myśleć i rozwiązywać problemy kreatywnie oraz szybko się uczyć.
# Dobrze jeśli potrafią korzystać z systemów kontroli wersji SVN lub CVS.
# AJAX, XML, SQL, API - znajomość mile widziana, ale nie wymagana.
# Znajomość innych języków, frameworków - duuży plus.
# Praca może być zdalna ale raz na pewien czas będziemy się widywali offline’owo.
Co oferuję w zamian?:
# Wynagrodzenie zależne od wkładu i zaangażowania. Zapłacę za Twoją rehabilitację z przepracowania.
# …w niektórych wypadkach udziały w (tak, wracamy do czasów bańki 1.0:)
# Pracę nad ciekawymi pomysłami (w tym własnymi jeśli masz coś ciekawego)
# Okazję do zamęczenia szarych komórek procesem myślowym
# Możliwość udowodnienia, że również i Ty możesz stworzyć coś wartościowego w polskiej sieci
# Wyrozumiałość i elastyczność w stosunku do Twojej osoby pod kątem ilości godzin pracy.
# współpracę merytorczyną z guru / znawcą / czołowym bloger i bywalcem / mikrocelebrytą. Mówię o sobie oczywiście.
Czego nie oferuję ?
# Wygodnej i ciepłej posadki na 8h dziennie
# Miejsca pracy z ekspresem do kawy i panem z kanapkami
# Urlopów na żądanie i skacowanych współpracowników
# Imprez firmowych, wyjścia na kręgle, paintball czy innych motywacyjnych bzdetów.
# Klepania po ramieniu i częstego powtarznia “świetnie, wspaniale!”. Bo na to trzeba po prostu zasłużyć
# Umoralniających gadek, spotkań w poniedziałek rano i strachu przed złapaniem podczas czytania “Pudelka”
Fajnie jeśli znasz się z kimś, programujesz w parze lub większej ekipie bo projekty które mam są przeznaczone dla większego zespołu na okres 6-12 miesięcy. Zapewniam wsparcie merytoryczne i dostęp do sprzętu / softu jeśli jakiś specyficzny będzie potrzebny. Praca zdalna oznacza, że będę chciał móc kontrolować postępy dzienne za pomocą CRMa. Niestety ale będę też przy całej mojej sympatycznej naturze upierdliwy i zabiegający o pierdoły - lubię dopieszczać swoje produkty.
Oczekuję zaangażowania i kreatywności. Wiek i płeć nie grają roli jeśli naprawdę pasjonuje cię programowanie - zgłoś się. Może zrealizujesz swoje marzenie i stworzysz serwis czy produkt, która będzie oryginalna i to z Twojego pomysłu będą ściągali Amerykanie? Okej sam w to nie wierzę, ale warto było napisać.
Pytania i zgłoszenia kieruj proszę na adres artur (at) revolver.pl z tytułem “devolper”.
Może czekam właśnie na Ciebie? Odezwij się kreatywny programisto!
O Empik, Where Art Thou?
15:43 12th August 2008

Co robimy na wakacjach? Wypoczywamy. Pijemy drinki z parasolkami. Kąpiemy się w promieniach słońca (i nie tylko) leżąc na rozgrzanym piasku. Jemy rybę z frytkami gdzieś na nadmorskim deptaku. Coś jeszcze? Tak. Zapominamy zapłacić za firmową domenę jednego z większych e-sklepów w Polsce…
Nie chcę sobie wyobrażać co się musi dziać teraz w Empiku (dot com) a dokładnie w jego Zarządzie. Jeśli ktoś jeszcze z osób odpowiedzialnych za sprawy techniczne jest jeszcze na urlopie to prawdopodbnie dlatego, że a) jest gluchy i nie słyszy dzwonka komórki b) już popełnił samobójstwo.
Błaha sprawa słana od poniedziałku mailami i poprzez GG jak żart w następnego dnia już na żart nie wygląda. Przynajmniej nie tego kalibru. Nie wiem kto personalnie odpowiada za taki stan rzeczy, ale jego głowa (albo głowy) zapewne zostaną wywieszone na długich tyczkach przed drzwiami Prezesa.
Kilka dolarów za przedłużenie umowy z firmą Network Solutions handlującą domenami może spowodować bardzo duże i wymierne straty majątkowe na o wiele wiele większe kwoty idące w setki tysięcy. Głupota, lenistwo, faktyczna awaria czy (zapewne tę wersję wybrałbym G.W. Bush) sabotaż konkurencji?
Sam naliczyłem co najmniej dwie akcje promocyjne związane z Empikiem jakie miały mieć miejsce od poniedziałku - jedna z nich (partnerem jest UPC) namawiała do przejścia na stronę Empik.com w celu wzięcia udziału w promocji…
Empik (ustami Pani Moniki Marianowicz, dyrektora PR w Empik Media & Fashion) próbował wyjaśniać sytuację, ale wyszło to dość komicznie (cytuję za IDG.pl):
”
W dniu dzisiejszym sklep internetowy empik jest dostępny pod adresem www.empik.pl. Sklep działa w normalnym trybie, zamówienia są przyjmowane i realizowane bez zmian. Chwilowo serwis nie jest dostępny pod domeną empik.com z przyczyn proceduralno-administracyjnych.
Wznowienie działania pod tym adresem powinno nastąpić dziś w późnych godzinach wieczornych. Pozostałe serwisy internetowe empiku: empikfoto.pl oraz teksty.org działają bez zmian.”
Komicznie ponieważ wczoraj domena empik.pl działała a dziś już nie. Naprawiono i zepsuto jednocześnie?
Moje zdziwienie budzi skala problemu - jeśli ktoś zapomniał zapłacić za domenę (Empik płaci co roku po kilka dolarów? Nie, raczej wykupili na kilka lat do przodu..) to taka operacja “odkręcenia” zajmuje góra kilka godzin. Wczoraj pod domeną empik.pl był widoczny całys sklep - dziś z empik.pl następuje przekierowanie na domenę empik.com czyli w kosmos..
Empik.com tak jest przedstawiany na stronie firmy matki Empik Media & Fashion:
“empik.com - sklep internetowy spółki Empik, oferujący pełny wybór produktów dostępnych w sieci salonów Empik we wszystkich kategoriach, m.in. książka, film, muzyka i multimedia. Łączna liczba produktów dostępnych w sprzedaży internetowej (włączając książki w 92 językach) wynosi 2 miliony. Empik.com to także źródło informacji o nowościach wydawniczych i muzycznych, a także medium w promocji wydarzeń kulturalnych organizowanych w salonach Empik. Empik.com jest jedną z pięciu najczęściej odwiedzanych witryn e-commerce w Polsce.”
Nie jest ważne kto zawinił - szeregowy informatyk, szef działu czy sam Wielki Pan Prezes. Ważne jest, że z błachą w sumie sprawą (ciężko to nazwać awarią) tak duża firma nie może poradzić sobie od przeszło 24 godzin.
Jak mam wierzyć, że zamówienia są przyjmowane skoro nie mogę wejść do sklepu? Jak mam wierzyć, że wszystko jest okej z moimi zakupionymi produktami skoro taka firma nie radzi sobie z prostą usterką?
Jakie straty może spowodować taki przestój? Pamiętając sprawę ataku na Max24.pl i deklaracje jego właścicieli, którzy twierdzili, że trzy dni braku możliwości handlowania za pomocą witryny naraziło ich na straty sięgające 3 mln pln (moim zdaniem 10 razy zawyżona wartości) to patrząc na Alexę i jej wykresy straty Empiku dzienne powinny iść w miliony złotych.
Naprawdę szczerze żal mi osoby odpowiedzialne w Empik.com za taki rozwój wypadków - na szczęście nie doszło do zakupu domeny przez inny podmiot czy osobę bo odzyskanie jej kosztowałoby na pewno znacznie więcej niż kilkudziesięcio godzinny przestój - wszak taki zakup nie mógłby podpaść pod cybersquatting.
Za oknem lato w pełni, słońce świeci jeszcze są wakacje - cieszmy się pozytywami.
Przed nami Gwiazdka i kto wie czym jeszcze zaskoczy nas wtedy rodzimy e-commerce?
HackFest.pl
14:43 12th August 2008

Poniżej metodą copy+paste zamieszczam informację o ciekawej inicjatywie, której mój blog będzie patronował w tej edycji…
Masz pomysł na start-up, który zrewolucjonizuje Internet? Zrealizuj go podczas 24-godzinnego maratonu programistycznego HackFest!
HackFest to kolejna inicjatywa organizowana przez netguru, tym razem przygotowana z myślą o programistach z pasją, których motywuje (bardzo) krótki czas realizacji projektu i intensywne tempo pracy.
Termin: 5 września (piątek), godz. 18:00 - 6 września (sobota), godz. 18:00.
Opis spotkania: Podczas spotkania uczestnicy w 2-3 osobowych zespołach, będą konkurować ze sobą w tworzeniu najciekawszych serwisów i aplikacji na wybrany przez siebie temat. Przygotowane projekty ocenią Internauci, którzy przez dwa tygodnie będą brać udział w głosowaniu na ich zdaniem najbardziej interesujący pomysł i najlepsze wykonanie.
Uroczyste ogłoszenie wyników wraz z wręczeniem nagród odbędzie się na pierwszym powakacyjnym spotkaniu Barcamp Poznań.
Dlaczego warto wziąć udział?
- przekonasz się czy 24 godziny wystarczą na przygotowanie porywającej serca aplikacji webowej
- spędzisz dobę w doborowym towarzystwie night-koderów
- staniesz przed szansą wygrania atrakcyjnych nagród
- przygotowane aplikacje zostaną poddane wnikliwej ocenie internautów
- nawet jeśli nie jesteś wstanie przyjechać na HackFest do Poznania będziesz mógł wziąć zdalny udział w imprezie.
Podejmiesz wyzwanie?
Szczegółowe informacje znajdziesz na www.hackfest.pl
Kali robić łebsajt
12:36 6th August 2008

Zawsze uwielbiałem dyskusje na temat co jest a co nie jest zerżnięciem czyjegoś pomysłu. Na forach przeważnie pojawiało się tyle pomysłów ilu dystkutantów. Niektórzy nie widzieli nic zdrożnego w robieniu kopii 1:1 niektórzy natomiast protestowali jeśli w layoucie widniał chodź jeden podobny kolor…
Poruszę temat wcale nie lekki i wakacyjny. Przez polskie branżowe media przetoczyła się dyskusja na temat zapożyczeń warstwy graficznej (ładnie brzmi?) dokonanej przez właścicieli Adreso a poczynionej po obejrzeniu serwisu Wroom (to oczywiście sugestia właścieli Wroom). Poniżej zamieszczam zrzuty ekranu z “jedynek” obu serwisów:


Co na ten temat mówią sami zainteresowani. Mariusz Modzelewski (inwestor w Adreso) tak tłumaczy absurdalność zarzutów Wroom:
“O tym że nie może być mowy o skopiowaniu pracy to oczywiste, ponieważ serwis jest napisany od zera.”
Nie. Nie przesłyszeliście się. Logika formalna w starciu z tak postawioną tezą po prostu głupieje. Dalej jest jeszcze lepiej:
“Nie może być tutaj mowy o naruszeniu żadnych praw a żaden z elementów graficznych nie został skopiowany. Oczywiście lauout jest podobny ale nie jest o przez nikogo zastrzeżony i jest to jedyny sensowny i możliwy layout dla wyszukiwarki - zresztą wroom skopiował go od Google”.
Zauważyliście? Pojawiły się dwa ogromnie ważne argumenty - pierwszy to taki, że w zasadzie nic poza design stworzony przez Wroom w Internecie już nie występuje. Drugi - skoro ktoś zerżnął layout od kogoś innego to ja mogę ukraść go bez poczucia winy. Gloria Victis!
Na koniec Modzelewski próbuje wyciągnąć dłoń na zgodę (tak to odczytałem) poprzez wystosowanie bardzo szczególnego apelu:
“Nie zamierzamy być ani dla wroom ani dla innych serwisów konkurencją, nasza strategia polega na zjednaniu sobie jak największej liczby partnerów. Z takiej partnerskiej współpracy wszyscy mogą tylko czerpać korzyści i dziwię się wroom, że nie postrzega nas jako potencjalnego partnera, bo łącząc siły w dwóch branżach moglibyśmy naprawdę wiele osiągnąć - no, chyba że nieruchomości są konkurencją dla motoryzacji ale ja o tym jeszcze nie słyszałem.”
I w sumie na tym można by zakończyć całą opowieść - mamy negatywnych bohaterów, mamy zły serwis kopiujący rozwiązania konkurencji. Sprawa w wyniku wniosku Piotra Oblickiego (Prezesa Zarządu Wroom) została przekazana do sądu i czeka na rostrzygnięcie. Ale…
…Ale życie pisze najlepsze scenariusze. Katarzyna Bargielska (Dyrektor Marketingu Gratka.pl zarzuciła właścicielom Wroom, że…bezprawnie wykorzystują (poprzez agregowanie ogłoszeń) treści serwisu Gratka.pl (jak i kilku innych, dużych polskich serwisów ogłoszeniowych). Bargielska tak oceniła zarzuty Wroom względem Adreso:
“Wyszukiwarka Wroom bardzo chętnie i bez skrupułów korzysta z dorobku największych serwisów ogłoszeniowych w Polsce, w tym Gratka.pl. Kilkakrotnie prosiliśmy przedstawicieli Wroom, nawet za pośrednictwem kancelarii prawnej, o zaprzestanie agregowania ogłoszeń z Gratka.pl. Bez skutku. Sprawa najprawdopodobniej znajdzie swój finał w sądzie.
Stąd dziwi, że to właśnie Wroom oburza się, że ktoś korzysta z ich dorobku. Przecież Wroom powinien wiedzieć z praktyki, że to łatwe, mimo dość restrykcyjnego prawa i wyraźnego sprzeciwu innych zaangażowanych podmiotów.”
Żeby było jasne - nie wnikam w polskie prawo i problemy związane z wykorzystywaniem (agregacją) treści przez różne podmioty (w komentarzach do wypowiedzil K.Bargielskiej pojawiły się zdania, że w takim razie i Google należy pozwać bo też agreguje). Chodzi mi o etyczną stronę tworzenia biznesu i oskarżaniem konkurencji o złe praktyki kiedy samemu jest się nie do końca czystym.
Na koniec chciałbym pokazać layouty dwóch serwisów. MamBiznes.pl powstał około miesiąca temu. Na łamach GoldenLine prowadziłem z jego twórcą Grzegorzem Marynowiczem interesującą rozmowę w temacie, który można podsumować “dlaczego tak strasznie Twój serwis przypomina mi Money.pl?”. Grzegorz niestety nie dał się przekonać do mojego poglądu, że większość (ja zrobiłem test na grupie 10 osób - 9 wskazało silne wzorowanie się na Money.pl) osób widząc zestawione layouty obu serwisów wskażą na MamBiznes.pl jako naśladowcę. Tylko po co robić sobie zły PR na samym początku działalności?


Oczywiście rozumiem tłumaczenia Grzegorza - użyte fonty nie są zastrzeżone, kolory nie są takie same jak w Money.pl, rozkład treści różni się, odcienie szarości nie są 100% podobne. Problem jednak mój leży w tym, że pomimo względnych różnic po załadowaniu się grafiki coś we mnie krzyczy “copy+paste z money!”.
I co mam z tym zrobić patrząc na dwa serwisy informacyjne z dziedziny biznesu i finansów z których jeden działa na rynku 8 lat a drugi deklaruje, że nie wzorował się na nim? Uwierzyć w tłumaczenie Grzegorza czy jednak uznać, że nie jest możliwe aby nigdy nie oglądać, nie korzystać i nie wzorować się na liderze?
Nie mam podstaw podejrzewać aby Grzegorz stworzył serwis bazując świadomie na grafice Money.pl Jeśli tak nie jest to należy zmienić szatę graficzną asap aby pozbyć się nawet tych być może jakichkolwiek zarzutów. Ja przynajmniej bym tak zrobił - nie ma nic gorszego niż przyklejenie się błota do wizerunku firmy.
Grzegorz złamał się w końcu i usnunął (co widać poniżej) czerwoną kropkę znajdującą się w logo MamBiznes.pl, która była hmm przypadkowo zapewne nawiązująca do logo Money.pl. Niestety to są jedyne zmiany poczynione od początku działania serwisu - na resztę argumentów Grzesiek odpowiadał, że nie widzi podobieństw między jego serwisem a Money.pl.


Wpis ten popełniłem pod kątem edukacyjnym. Fajnie się robi coś z niczego, pisze samemu kod, klepie grafikę. Dlatego bardzo fatalnym sposobem na tworzenie własnego projektu jest korzystanie w sposób widoczny z doświadczenia i dorobku konkurencji.
I proszę darować sobie komentarze w rodzaju “wszystkie portale są takie same”, “wszystkie serwisy społecznościowe mają taki sam prosty design” - nie, nie są i nie mają. Naprawdę nie ma różnic między NYT a Yahoo, MSN a Onet, Facebookiem a MySpacem czy między Grono a N-K? Naprawdę??
Śmiem wątpić. Jeśli ktoś nie umie zaprojektować i zbudować własnego serwisu bez ordynarnego zapożyczania (to uwaga do Adreso i Wroom niż do Grzegorza i MamBiznes.pl) niech się zastanowi czy wogóle dorósł do zabawy w biznes. Bo taka działania są bardzi etycznie niebezpieczne - są obosieczne.
A my kiwając głowami i mówiąc “ech to tylko design, parę kolorków na krzyż i pole logowania, big deal” dajemy ciche przyzwolenie do tego typu działań. Krok dalej - jaka jest różnica w skopiowaniu rozwiązań koszyka sklepowego czy panelu pomocy od skopiowania layoutu serwisu? Mała. Niebezpiecznie mała.
Nie życzę ani Grześkowi ani żadnemu właścicielom serwisu, biznesu czy innego projektu aby obudził się któregoś dnia i odkrył ze zdumieniem, że właściciel nowego, konkurencyjnego start-up’u skopiował grafikę mówiąc “…no co, przecież Ty też skopiowałeś!”.
Naprawdę nie życzę.
Google szpieguje Baracka Obamę
8:00 28th July 2008
Znajomy podesłał mi kilka zdjęć z Berlina z okresu kiedy w mieście pojawił się demokratyczny kandydat na prezydenta senator Barack Obama. Przypadkiem tam gdzie jeździł Obama pojawiać się miał za nim samochód Google rejestrujący trasę podróży i robiący zdjęcia ulic…
Może to zbieg okoliczności i samochód Google akurat po prostu obywał rundkę po mieście ale być może zobaczymy w przyszłości trasę pobytu senatora Obamy wraz ze zdjęciami na którymś z serwisów Google. Może to tylko plotka wygenerowana w okresie leniwych wakacji - całkiem możliwe.
Rejestrowanie (jeśli zaiste tak było) wizyty Baracka Obamy dodaje nową kategorię do wachlarza możliwości Google - oprócz utrwalania miejsc (przestrzeń) mogą również archiwizować przestrzeń publiczną z zachowaniem elementu daty (czas). Czy zatem Google będzie się chciało rejestrować nie tylko ulice i okolice ale dodatkowo pokazywać je ze względu na daty?
Taki specyficzny “zeitgeist” zdokumentowany rok po roku w Twojej okolicy - to byłoby coś niesamowitego dla badaczy kultury, socjologów i antropologów.
Wracając do zdjęć ilustrujących ten wpis - ich autorem jest M.Werkhausen (któremu bardzo serdecznie dziękuję za możliwość opublikowania jego zdjęć na moim blogu). O “Google street view car” pisał na swoim blogu 9Gods Mariusz Mickiewicz i dzięki linkowi z jego strony możecie sprawdzić na mapce czy google interesuje się waszą okolicą.
TechCrunch też odnotował pojawienie się specjalnego wehikułu Google fotografujący okolicę.
Widok samochodu wywołuje często niezdrowe podniecenie ponieważ wizja uwiecznienia swojej skromnej osoby na którejś z map google jest bezcenna - sprawdźcie sobie ten link żeby zrozumieć dlaczego :)
Innymi słowy - pojawienie się “spycar’a” wielkiego G w Twojej okolicy oznacza inwazję…zdjęć :)













Aula wants you!
19:31 25th July 2008

Dziś kompletna prywata - wrzucam informację o poszukiwanej osobie do rozwoju projektu Auli Polskiej. Jeśli będziesz zainteresowan(a)y proszę skontaktuj się proszę z podaną na końcu wpisu osobą.
Aula Polska - poszukujemy osoby (płeć i wiek nie istotne!) posiadającą następujące przymioty i umiejętności: dobry organizator, project manager, łebski zarządzający, osoba interesująca się zagadnieniami pojawiającymi się na spotkaniach z cyklu Aula (oraz innych imprezach tego typu w całej Polsce) mająca rozeznanie w nowych mediach.
Zakres zadań - współpraca nad merytoryczną i organizacyjną stroną spotkań Aula Polska (oraz TechAula i KreoAula). Praca zdalna odpada więc tak naprawdę szansę mają osoby mieszkające w stolicy (chyba, że zadeklarujesz się, że podróżowanie pociągiem relacji Warszawa-Szczecin kilka razy w miesiącu na własny koszt jest okej)
Nie wymagamy znajomości na pamięć wpisów z TechCrunch ale umiejętności zorganizowania co dwa tygodnia spotkania dla 100 osób i kilkoma ciekawymi prelegentami. Praca w ciekawych warunkach z bardzo ciekawymi ale wymagającymi ludźmi.
Poznasz wszystkich mikro i makro celebrytów, pogrzejesz się w blasku start-up’ów i dowiesz się co to znaczy robienie imprezy po której zostaje 20 pustych pudełek pizzy. Kontakty i znajomości gratis.
W miesiąc będziesz miał więcej wizytówek niż masz do tej pory na LinkedIn czy GL. Naprawdę warto! Mówimy o pracy oczywiście z wynagrodzeniem finansowym - nie szukamy darmowych jeleni.
Zainteresowany? Zainteresowana? Kontaktuj się z Igorem Dzierżanowskim pod mailem: igor (małpa) revolver.pl
22 komentarze »
